|
|
Moje miasto, moje kobiety, moje życie. O miłości, seksie, pożądaniu, narkotykach. O ulicy, dzielnicy, o sztywnych chłopakach, ziomkach i znajomkach. Będzie alkohol, libacje, krzywe akcje, areszty, policja i ciemne interesy.
piątek, 09 stycznia 2009
A QQ
Skurwysyny, wróciłem i mam się bardzo dobrze. Przede wszystkim pozdrawiam wszawe, skundlone pieski z Rzeszowa oraz pumexa, frajera jebanego. Może ty pod trzepakiem skończyłeś, ale ja nie, bo mam głowę tam gdzie trzeba.
Dawno tu nie zaglądałem, odpuściłem sobie, bo zachorowałem na normalność. Zawiasy się urwały, brak przypałów. Ludzie wyjechali do Londynu i tam kręcą swoje. A tak poza tym, to trzymajcie się, nie ćpajcie, nie chlajcie i przede wszystkim dużo ruchajcie.
wtorek, 29 maja 2007
PSM
Pij słodkie mleko, pamiętaj słowa matki, pierdol same małolatki.
niedziela, 29 kwietnia 2007
Finlandia Redberry
Można tym najebać się powyżej granic zdrowego rozsądku. Bez
popijania. Podobnie jak whisky i tequilą. A w Dublinie było kozacko. Jak będę miał
chwilę, to opiszę, jak nie, to trudno.
środa, 11 kwietnia 2007
Wzorki
Co to są wzorki, pewnie wiecie. Co znaczą, też pewnie wiecie. Skąd się wzięły, różnie bywa. Jeżeli u kogoś na przegubie widać kreskę kropkę kreskę, to znaczy, że karany. Skąd wziął się ten symbol? Pewnie niewiele osób wie. To litera 'K' w alfabecie morsa. Odsiadka, albo karany. W piątek idę na sprawę, a dziś się dobrze bawię. Nie wydziaram sobie czegoś takiego, nie chcę być brudnopisem.
sobota, 07 kwietnia 2007
Opowieść spod celi
Budzi się chłopak, siedemnaście lat i zawija. - Ej, śniło mi się, że was wszystkich powiesiłem, tu pod
celą! - Przychodzi obchód, a ja was dyndam jakbym grał na
organach. - Din, dan, don… Dostał dwadzieścia pięć lat za to, że dźgnął kogoś nożem ze dwadzieścia
razy, później poprawił mu głowę młotkiem kilkanaście razy i dla pewności
poderżnął gardło. I weź tu zaśnij z takim koleszką pod celą, prycza w pryczę.
niedziela, 04 lutego 2007
Samobójstwo
Pewnie każdy miewał kiedyś taki myśli. Skończyć wszystko w
jednej chwili, zamknąć przedstawienie, poddać się i odpuścić. Miewałem takie
myśli, na myślach tylko się kończyło. Przeważnie zastanawiałem się jak to zrobić, żeby się nie
męczyć, żeby nie mieć przypału. Wieszanie się jest przypałowe. Znajduje cię
ktoś, przeważnie masz otwarte z wytrzeszczem oczy, otwarte usta i wystawiony
język. Po twoich nogach spływa uryna i gówno, bo zwieracze już puściły.
Wieszasz się w butach, masz to wszystko w butach. Wieszasz się bez, masz
śmierdzącą kałuże pod sobą. Ktoś cię musi odciąć, paskudnie. Sznur może pęknąć.
Strzał w głowę –najszybsza metoda, najmniej bolesna metoda. Mała dziura pod
brodą lub na skroni i pół czaszki na dywanie, podłodze, meblach. Wszystko
ujebane w krwi i mózgu. Ktoś cię musi zidentyfikować, a to nie jest najmilszy
widok. Rzyga się na widok osoby najbliższej. A później co? Stajesz pod drzwiami
raju, z połową głowy w reklamówce. Podchodzisz do świętego Piotra, a on pyta
‘wypadek?’, na co kręcisz przecząco głową, a część mózgu wypada z dziury na
podłogę bram raju. Spadaj do piekła! I tyle nieba widziałeś. Można wsiąść w
samochód i przypierdolić z rozpędu o ścianę. A co się stanie, jeżeli tylko cię
sparaliżuje? A gdy będziesz na tyle przytomny, aby odczuwać, a samochód zacznie
się palić? Chujowo. Trucizna też nie jest ciekawa, można się porzygać i zdychać
na reanimacji przez kila dni. Cierpienie i ból na ostatnią drogę, wybraną drogę
– kiepawo. Można przedawkować, to może być ciekawe. Wciągnąć cztery gramy koksu
na raz, albo strzelić złoty strzał. Kapitalne odejście, w glorii i chwale.
Gorzej, jak towar będzie żeniony, to najwyżej przetelepie cię jak cholera, a
później zwała jak cholera. Usiąść na torach? A jak trzepnie cię tak
nieszczęśliwie, że zostaniesz na wózku? Usiądziesz najeżany i czekasz? Ciekawe
co się czuje, gdy pociąg jest blisko? Ulgę, czy srasz w portki i chcesz się
zerwać w ostatniej sekundzie? Pociąg ucina ci nogi i do końca życia jeździsz na
wózku. Przeciąć sobie żyły, to podobno też dobre, tyle, że mało kto wie jak to
poprawnie zrobić. Jeżeli ktoś ci pokazuje blizny na przegubie, widać, że nie wiedział co robić.
Tak to można sobie rękę ogolić z włosów, jak ktoś za bardzo porośnięty.
Fachowo, to powinno się napuścić ciepłej wody do wanny i wbić sobie nóż w
przegubie przeciągając do nadgarstka. Tak poszarpanych żył nie da się zszyć, a
człowiek wykrwawia się bardzo szybko. Do tego ciepła woda powoduje, że nie
czuje się zimna jakie nadchodzi z nadciągającą śmiercią. To jest klasyk. Można
też rzucić się z wysokości. Zejść w górach z lawiną z zamarznąć na śmierć, albo
skoczyć z bloku. Kiedyś najebany wyszedłem na balkon, podczas imprezki.
Zahaczyłem się stopą o barierkę i wychyliłem głową w dół z dziesiątego piętra. Wisiałem tak i patrzyłem na
ziemię paląc szluga. Wystarczyło poluźnić nogę, żeby runąć z ekspresową
prędkością w dół. Paliłem i śmiałem się z ludzi którzy coś do mnie krzyczeli z
sąsiedniego okna. Nie chciałem skoczyć. Takie samobójstwo ma swój minusy. A jak
jakaś babka zacznie wywieszać pranie i spierdolisz się jej na łeb? A jak ktoś
będzie przechodził pod i spadniesz centralnie na niego? A jak odbijesz się od
satelity sąsiada i wylądujesz na trawce, połamany na całe życie? Chujnia.
Wrzucić sobie suszarkę do włosów do wanny, to trzeba mieć zaufanie do
elektrowni i korków, że nie padną w najważniejszym momencie, bo można się
usmażyć, ale przeżyć. Elektrownia potrafi być bezwzględna i wyłączyć prąd w
takiej chwili. No, można jeszcze na setki innych sposobów to zrobić. Dlatego to
piszę, bo ostatnio strasznie wiało. Jak są silne wiatry, to ludzie robią się
agresywni, paranoiczni. Gorzej niż podczas pełni (w którą nie wierzę). W
Szwajcarii silne wiatry są okolicznością łagodzącą dla popełnianych przestępstw
bez powodów. U nas statystyki gwałtów, zabójstw i rozbojów rosną podczas gdy
ostro wieje. Ludziom opierdala. Piszę to chyba dlatego, że kolejna dalsza
znajoma zaczepiła się ostatnio na kaloryferze, tak w sumie bez powodu. Rozmawiając
z dwiema innymi znajomymi, coś tam przebąkiwały o tym, że chciały iść na tory…
Kurwa! Lepszego życia mieć nie będziecie! Przyzwyczajcie się do tego, ułóżcie
sobie je jakoś. Nie jesteście księżniczkami z bajki, nie jesteście pępkami
świata, ale z tym da się żyć. Życie jest jedno, życie jest krótkie.
Korzystajcie z niego tak, żeby nigdy nie żałować. Za szybko się umiera.
wtorek, 30 stycznia 2007
pozdrwo
No bo co, w kurwę jebana frajernia. W kryminale byłeś kurwą,
a teraz na wolności szukasz sobie przyjaciela? Prosta rozkmina, ale kto nie
zjarzy nie jest człowiekiem i można go na pysk lać. Tak prawilno, tak beze
rozkaz, beze łeb. Nie ma już w kryminale przedłużek, wzorków, brudnopisów. Nie
ma, bo wszystko wzniesione. Pozdro dla tych co przed dziesianą uciekają, pozdro
dla tych co pod cela zdychają. Apelacja dobra rzecz, przypierdolić w blat, porządnie.
Wydźwignę cię baranie, wydźwignę ponad wszystko.
piątek, 05 stycznia 2007
Kto wolny...
Minuty, sekundy, coraz bliżej i bliżej. Zostały niecałe dwie godziny, zobaczymy co się stanie. Zawiasy czy saneczki. Pójdzie gładko, czy będzie rzadko. Zjadłem śniadanie, wziąłem długą kąpiel, ogoliłem się, założyłem najlepszą koszulę. Nieliczni wiedzą o co chodzi, w razie czego mam adresy i będziemy pisać listy.
Ten kto wolny Nad swym losem nie płacze. Ptak mrozem z gałęzi strącony Bez żalu umiera i smutku.
D.H. Lawrence
I wszystko jasne. Obym jutro mógł zrobić wpis o którym teraz myślę.
poniedziałek, 06 listopada 2006
Koniec
To już jest koniec kochana, to już jest koniec jedyna. Koniec naszych marzeń i planów, koniec wszystkiego co było i jest. Koniec pewników i niespodzianek. Koniec. Nigdy nie spojrzę już w oczy twe. Jak będzie, zobaczysz wolni, nieskrępowani. Dotyku pragnąć będziemy choćby obcej dłoni. Na nieludzkiej tej ziemi…
sobota, 30 września 2006
karta z kalandarza
Obudziłem się w środku nocy. Właśnie tą porę lubię
najbardziej. W środku snu, w centrum ciemności. Spojrzałem na szafkę, zegarek
elektroniczny wyświetlał migoczący napis 19:58. Spojrzałem na telefon - 4:44.
Kłamał. Idealna pora by zrobić sobie dobrze. Wyciągnąłem zestaw i złapałem bucha.
Drugiego. Odłożyłem rzeczy pod łóżko i zapadłem się w bajkowy klimat. Śniło mi
się, że byłem ogrodnikiem w starożytnej Japonii. Układałem kwiaty i przycinałem
drzewka. Obudziłem się po ósmej, poranne słońce raziło przez opuszczone
żaluzje. Poprawiłem, wypiłem actimela i znowu odpadłem kosmiczną podróż.
Kalendarz wydarzeń zatrzymał się w
miejscu. Nic cię nie dzieje, nic się nie zmienia. Czas stanął. Gdzie są te dni i
ile ich było? Nie pamiętam… Znowu nie pamiętam kiedy to zaczęło. Dwa, trzy
tygodnie temu, a może miesiąc, albo półtora? Znowu w tak samo głupi sposób.
Znowu okazało się, że środki chemiczne zdominowały moje ciało i myśli. Znowu
się stało. Długie brudne włosy, nie obcięte paznokcie, zarośnięta twarz. To
mam być ja? Kurwa, ja??? Twarz w lustrze
moja. Chyba. Tabletka jedna plus odpoczynek. Plus sok z brzoskwiń i lody
kokosowe. Plus likier czekoladowy. Kolory się wyostrzają. Zielony, niebieski,
pomarańczowy. Zapachy egzotycznych przypraw unoszą się w powietrzu. Pieprzony,
wieczny karnawał. Spokojnie żegnam się z piaskownicą pełną jadowitych węży. Spać, ćpać, spać...
wtorek, 26 września 2006
Ćpanie
…cudowne barwy cieszą oczy. Czuję się świetnie, czuję się
doskonale, czuję się wspaniale. Jeszcze jeden buch, jeszcze trochę proszku…
wtorek, 05 września 2006
Zakład psychiatryczny
Byłem tam dwa razy. Nie jako pacjent, lecz w odwiedzinach u znajomych. Chłopaki z miasta poszaleli za bardzo i stwierdzili, że pobyt w tym przybytku może być okolicznością łagodzącą dla sprawy która miała się odbyć. Wylądowali na odwyku od dragów, lecz z racji, że nie było takiego działu, rzucili ich do alkoholi. Z zewnątrz budynek wygląda jak dwupiętrowy blok mieszkalny. Nic specjalnego, jedynie tabliczka przy wejściu, że szpital psychiatryczny. Można wchodzić bez przepustki, pacjenci mogą wychodzić i zwiedzać okoliczny las. Normalni pacjenci, bo psycholi trzymają pod kluczem w piwnicy. Z relacji kumpli wynika, że to całkiem niezły kurwidół. Gdy lekarze opuszczają budynek, zaczynają się harce. Speed, wódka i pieprzenie, bo to pensjonat koedukacyjny. Sanitariusze dorabiają sobie robiąc zakupy dla pacjentów. Nie przypomina to wcale "Przerwanej lekcji muzyki" czy "Lotu nad kukułczym gniazdem". Kto chce się tam zaleczyć, musi naprawdę chcieć, bo inaczej nie da rady. Ludzi których tam spotkałem - pełen przekrój przez wszystkie klasy społeczne. Artyści, żebracy, żule, dyrektorzy, zwykli szarzy ludzie. Pobyt tam wcale nie pomógł w sprawie, a wręcz zaszkodził, jak się później okazało. Tak więc jak już iść na odwyk, to tylko do prywatnej kliniki. Kasa spora, ale przynajmniej człowieka postawią na nogi.
piątek, 01 września 2006
Prawie jak orgazm
Gdy czuje smak krwi w ustach, czuję wtedy dreszcz słodki jak orgazm...
Czasami...
Czasami budzę się na takiej ostrej kurwie, że pierwszą i
jedyną myślą jaka przychodzi mi do głowy, to wyjebać komuś prosto z bani.
Poskakać po nim, skopać, złamać rękę, zagryźć. Dziś właśnie jest taki piękny
dzień. W oczach szaleństwo, w żyłach nitrogliceryna. Witaj kochany świecie! Dziś wyjebie cię w piździeć! Eviva larte!
środa, 30 sierpnia 2006
Zdrada
Ona jego. Zdradziła, bo jej się nudziło. Zdradziła, ponieważ nie dbał o nią, nie interesował się jej sprawami, nie słuchał, nie prawił komplementów, nawet nie starał się kłamać. Siedział przed telewizorem z puszką piwa w ręku i pilotem. Kochali się ciągle na tej samej kanapie, w jednej pozycji. Dziesięć minut pierdolenia i odwracał się tyłkiem do niej, zasypiał chrapiąc, śniąc o zwycięstwie swojej ulubionej drużyny piłkarskiej. Zdradziła, bo pragnęła odmiany, czegoś świeżego, pikantnego. Zdradziła, bo znowu chciała poczuć się pożądana. Chciała poczuć płomień miłości ogarniający jej ciało. Poczuć dotyk rąk mężczyzny, który ja ubóstwiał, który mówił jej jak cudowną jest kobieta, składał obietnice i deklarację nie mające pokrycia w rzeczywistości. Właśnie tego potrzebowała. Przed zaśnięciem fantazjowała o tym jak spotyka się ze swoim kochankiem w ciemnej bramie. Jak wkłada jej rękę pod spódnicę, a później w majtki. Jak jego mocne palce wdzierają się w najintymniejsze zakamarki jej ciała. Prawie czuła jego pocałunki spadające na jej ciało. Język wędrujący od ucha przez kark, po szyi, do piersi. Czuła jak ściska jej pierś, jak drażni się z jej brodawkami. Jak szturmem zdobywa jej usta. Czuła jego mocą rękę na swojej głowie, rękę która zdecydowanie, ale nie nachalnie kierowała ją na kolana, wprost naprzeciwko jego krocza. Czuła ciepło bijące od jego spodni. Na samą myśl o tym robiło jej się mokro. Leżąc w łóżku ze swoim mężczyzną, zaciskała uda, fantazjowała, a dreszcze rozkoszy nawiedzały jej ciało. Zdradziła, bo pragnęła odmiany, pragnęła mężczyznę ze swoich fantazji. A on nie dbał o siebie, nie próbował urozmaicać, nie przykładał się nawet do kłamania. W jego oczach nie było tego pożądania, co na początku...
On ja. Zdradził, bo chciało mu się jebać, a ją znowu bolała głowa. A jednak obejrzała swoje ulubione seriale telewizyjne i rozmawiała dwie godziny przez telefon ze swoją przyjaciółką, zamiast zażyć tabletkę i położyć się do łóżka. Zdradził, bo przestała o siebie dbać. Przestała golić nogi, a kępa kłaków na jej cipce przypominała dżunglę. Zdradził, bo przestała się wysilać. Zaległa na wersalce niczym worek kartofli i rzuciła ‘kochaj mnie’. Zdradził, bo chciał przespać się z kimś, kto zrobi dla niego wszystko. Kto będzie go gryzł po całym ciele i wbijał paznokcie w plecy. Zdradził, bo chciało mu się jebać, a ją znowu bolała głowa...
|